Z życia werbisty – początek cyklu (kontynuacja „Z Notatnika”)

Dziś o tym, że w przeżywaniu kapłaństwa bardzo lecząca jest obecność wspólnoty. Mam tu jednak na myśli wspólnotę braci żyjących tym samym powołaniem. Miejsca, gdzie nie trzeba się „spinać” ale można stanąć w przestrzeni własnej słabości. Nie trzeba się silić na poklask ani to, że na nikim we wspólnocie nie robi wrażania, bo nikogo nie interesuje to, że w czyjejś zewnętrznej posłudze ludzie słuchający nawet „piją z dziubka” głoszone mądrości.

To wspólnotowe egzystowanie oczywiście nie jest łatwe, stąd w wspólnotach zakonnych budowanych jest wiele wewnętrznych murów a jako swoistą reakcję obronną często sięga się różnorodnych uników. Od alienacji do bezdusznego jurydyzmu.

Cieszę się, że wspólnota ciągle mnie reanimuje i zmusza to przeżywania głębi istoty Ewangelii czyli przyjmowania człowieka takim jakim jest i uczenia się patrzenia miłosiernymi oczami na braci w uznaniu także własnej ułomności.
Stąd powołania kapłańsko-zakonnego do życia we wspólnocie nie zamieniłbym na nic innego za żadne skarby :)

(80)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *