Spory o Halloween – myśl na kanwie

Jak co roku przez fejsa przetacza się tu i ówdzie pomiędzy luźdzmi debata o Halloween. Od dawna w niej nie uczestniczę, teraz czasem się przyglądam temu zjawisku jako obserwator.

W tych dyskusjach, szczególnie wśród Polaków żyjących na wyspie a łapiących klimat zabawy, kiedy ktoś gasi im ten hurraoptymizm, oni jako asa z rękawa wyciągają argument: „no ale przecież to jest katolicki kraj i to jest ich tradycja”, budzi to nawet czasem w mnie uśmiech (choć nie pogardy) pokazujący duże pokłady ignorancji w temacie.

Brak zdolności do oceniania rzeczywistości oczami Ewangelii wśród katolików nie dotyczy oczywiście tylko takich tematów jak powyższy. Dotyka całej masy zagadnień, które skutkują tym, że utożsamienie się z wiarą katolicką jest często łączone ze sprawami całkowicie z nią sprzecznymi. Przykładem skrajnym była moja rozmowa z jednym człowiekiem, który wyznał przede mną że nie wierzy w Boga. Odpowiedziałem mu, że potrafię to zrozumieć i że nie jest on już katolikiem. Zreagował na to lekko zaskoczny, że wykluczam go z grona wierzących. No właśnie, nie wierzy w Boga, ale wciąż uznaje się za katolika.

Nie jest to nowe zagadnienie, ludzie dalekowzroczni pisali o tym już dawno. Ks. Balchnicki w jednym ze swoich artykułów pisał o „półchrześcijanach”, natomiast Ratzinger jako młody teolog napisał bardzo ciekawy tekst „Neopoganie i Kościół”, który jako aneks polski wydawca załączył do najnowszej książki. Na podsumowanie więc moich przydługich wywodów cytat od Ratzingera:

„Obecnie pogaństwo osiadło w samym Kościele. Właśnie to jest cechą charakterystyczną Kościoła naszych czasów, podobnie jak i neopogaństwa, że mamy do czynienia z pogaństwem w Kościele oraz z Kościołem, w którego sercu krzewi się pogaństwo. Tak więc współczesny człowiek, w normalnym przypadku, powinien raczej zakładać niewiarę swojego bliźniego.”

(152)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *