Przystankowe świadectwa 2006

pj_2004_2009_ico
Relacja z Przystanku Jezus 2006.

 

pj2006

 

Nie możemy nie mówić…

Tradycją już się stało, że po każdym przeżyciu ewangelizacji na Przystanku Jezus piszę relację dzieląc się doświadczeniem działania Ducha Świętego pośród nas. Ducha, który objawia nam Zmartwychwstałego Jezusa, naszego Pana, którym chcemy się dzielić z braćmi i siostrami z Woodstocku. Dzieląc się zapisem tych przeżyć czasu PJ mam dwie intencje.

Po pierwsze to dług wdzięczności wobec mnóstwa osób które otaczało mnie i cały PJ modlitwą, tych które prosiłem o modlitwę zgodnie ze słowami św. Pawła: „Módlcie się za nas aby słowo Pańskie szerzyło się i rozsławiało, podobnie jak to jest pośród nas, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę” [2 Tes 3,1].

Po drugie to świadomość doznanych łask i cudów które Bóg działał pośród nas. Świadomość tego, że PJ jest takim małym ziarenkiem gorczycy które zasiewa Bóg pośród tysięcy młodych z Przystanku Woodstock, pośród Kościoła polskiego i Kościoła w Europie. Tak jak św. Jan trzeba powiedzieć „(…)życie objawiło się myśmy je widzieli i o nim zaświadczamy (…) cośmy ujrzeli i usłyszeli oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami” [1 J 1,2a.3a]

To będzie zapis moich refleksji i przeżyć. Nie jest on „jedyny i prawdziwy”, każdy przeżył ten czas na swój sposób. Jeśli jednak chcesz poznać co dla mnie znaczył Przystanek Jezus 2006 to zapraszam Cię do wspólnej podróży i dziękczynienia Bogu za dzieła, których dokonał.

Mała trzódka

Jezus już przed Przystankiem pokazywał mi swój zamiar co do tegorocznej ewangelizacji. Słowo Boże z niedzieli przed wyjazdem wyraźnie to pokazywało kiedy czytaliśmy o tym, że Jezus ujrzał wielki tłum a byli oni jak owce nie mające pasterza i zaczął ich nauczać…

Jadąc na PJ do Kostrzyna musiałem bronić przed jedną pokusą: aby nie blokować przypływu łaski Bożej swoją pychą, bo przecież jechałem już któryś tam raz i wiem mniej więcej co to Woodstock i co znaczy ewangelizacja tam. Trzeba było jak to mówi ks.bp. Edward Dajczak pozwolić Bogu aby choć musnął nas swoją miłością – bo bez tego na placu nie będziemy mieli nic do powiedzenia. I rzeczywiście pierwsze dni były staraniem o takie muśnięcia. Nie było prosto, było dużo zajęć i zabiegania, trochę trudno się skupić i wyciszyć. Na ile się udało, nie mnie to oceniać.

Można powiedzieć, że w tym roku byliśmy taką ewangeliczną małą trzódką, co do liczb to był najmniej liczny PJ jaki pamiętam. Kolejny znak, że Bóg czuwa pokazując kto ma moc i u Kogo jej szukać – bo to On będzie walczył za nas, jak w dawnych czas sam walczył za Izraela! (polecam 7 rozdział księgi Sędziów – zawsze aktualny!).

Lekko Alternatywny Jezusowy Team => L.A.J.T.

Jak wiadomo Woodstock to miejsce, gdzie wielu ludzi lubi się zachowywać w sposób powiedzmy delikatnie mówiąc alternatywny do codziennych zachowań. Dlatego czasem sposób ewangelizacji też czasem musi być taki. Od zeszłego roku takim alternatywnym elementem są kukły, które stały się nieodłącznym elementem naszej ewangelizacji. Można się dziwić takiemu rozwiązaniu, ale jeśli ktoś rozumie tamtejszą woodstockową mentalność i powiedzmy trochę żartobliwie, czuje „lajt” ;) to zrozumie, że nawet nieco dziwaczne i trochę śmieszne kukły mogą stać się dobrym narzędziem ewangelizacyjnym.

W tym roku miałem to szczęście należeć do tak zwanej grupy kukiełkowej. Mieliśmy za zadanie obsługiwać, czyli ożywiać te niecodzienne aktorskie rekwizyty. Pierwsze dni, to ciężka praca nad nauczeniem się „chodzić kukłą” pojedynczo i w grupie, opracowanie układu tanecznego itp. Wbrew pozorom to nie taka prosta sprawa! Miejmy nadzieję, że choć trochę udało się nam wypełnić powierzone nam zadanie. Obsługę kukiełki też odczytałem dwojako:

Pierwsze jako znak uczący pokory – czy potrafię stać się trochę takim „głupkiem” dla Jezusa i czy potrafię oddać Mu to aby on taką „głupotką” się posłużył. Chodzenie w kukiełce oznaczało przecież częściową rezygnację z bezpośrednich rozmów z ludźmi.

Drugi to znak troski o mnie bo przez pierwsze dni miałem dość duże problemy z gardłem (dziwnym trafem problem rozpoczął się w pociągu do Kostrzyna) i Pan w pewnym sensie pokazywał mi że nie wymaga ode mnie w te pierwsze dni głoszenia słowami.

Muszę przyznać, że doświadczenie kukiełkowe było bardzo pozytywne – choć to niesamowicie ciężka praca – szczególnie w takich upałach jakie panowały w tamtym okresie.

Spotkania…

Działanie grupy kukiełkowej nie zajęło całości mojego uczestnictwa w PJ i drugą połowę ewangelizacji spędziłem już w sposób powiedzmy to bardziej normalny na rozmowie z braćmi i siostrami na polu woodstockowym. Jak co roku chcę podzielić się z Tobą wybranymi spotkaniami z osobami które Bóg postawił na mojej drodze w tym czasie. Spotkań i rozmów było wiele. Ja chcę opowiedzieć Ci spotkaniu z Jankiem, Karoliną, Bartkiem oraz Darkiem.

Jezus żyje… no tak jak ktoś chce, to w nim żyje…” – MądrośćJanka

Janka spotkaliśmy idąc wraz z moim bratem Tomkiem na nocy dyżur pod krzyżem. Wcześniej mignął mi jak rozmawiał z kimś od nas kto wracał z pola. Za jakiś czas widzimy leżącego człowieka, podnieśliśmy go i pomogliśmy wrócić na pole. Janek bo tak miał na imię, nie tylko że był pijany, to jeszcze miał zerwane ścięgno w nodze. Trochę się upierał ale w końcu zgodził się abyśmy go zaprowadzili na Woodstock. Po drodze trochę pogadaliśmy ile się dało. Okazało się że był z Warszawy. Na pytanie o jego picie usłyszeliśmy: „Mamusia umarła na marskość wątroby, ojciec też – ja pójdę w ich ślady”. Zaprowadziliśmy go pod nasz krzyż, tam Tomek poprawił mu opatrunek chwilę sobie odpoczął, coś zjadł i poszedł w swoją stronę. Nie mógł tylko zrozumieć dlaczego mu pomogliśmy…?

Okazało się jednak, że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Na drugi dzień kiedy wyszliśmy dużą ekipą ewangelizacyjną z flagami, kukiełkami i śpiewem na pole Janek znów się pojawił. Znalazł go znów mój brat Tomek jak gdzieś leżał. Znów zaprowadził go pod krzyż. Siedliśmy razem. Janek miał tym razem już gips na nodze. Wydawało by się, że pijany nie wiele pamięta ,ale Janek doskonale nas pamiętał wczorajszego spotkania , mimo że była to noc. Porozmawialiśmy… Okazało się, że Janek wychował się w Domu dziecka, potem w zakładzie poprawczym. Nie rozumiał wciąż jednego – dlaczego wczoraj pomogliśmy mu…?

W spotkaniach z braćmi i siostrami z Woodstocku często jestem przez Pana upokarzany ich prostotą rozumienia duchowych rzeczywistości. Janek był jedną z takich osób. Bardzo mnie uderzyło jego stwierdzenie, kiedy ujrzał zatkniętą flagę z napisem „Jezus żyje” na motorze który stał obok krzyża. Janek przeczytał i powiedział: „Jezus żyje… No tak jak ktoś chce, to w nim żyje…” Jeszcze chwilę posiedzieliśmy a potem Janek pokuśtykał w swoją stronę a ja zostałem ze słowami które mimo że niby tak oczywiste to ich prawda na nowo docierała do mojego serca.

Kto szuka prawdy ten szuka Boga” – Edyta Stein – Poszukiwanie Karoliny

Karolina dosiadła się do nas pod koniec naszej porannej warty pod krzyżem. Zaczęła tak bardzo ostro i prowokacyjnie: o ucisku kobiet w chrześcijaństwie, o tym dlaczego nie mogą być kapłanami itd. Kiedy porozmawialiśmy jakiś czas w końcu zeszliśmy na temat wiary tak bardziej osobiście. Karolina była osobą bardzo szukającą prawdy. Miała rok studiów kulturoznawstwa za sobą i więcej pytań niż odpowiedzi. Zapytana o wiarę w przeszłości stwierdziła, że wierzyła. Na drugie pytanie co takiego wydarzyło okresie jej młodości, że przestała nie chciała odpowiedzieć – dotknęliśmy czegoś bardzo bolesnego więc nie ciągnąłem tematu. Porozmawialiśmy jeszcze jakiś czas – zachęcałem jej aby nie przestawała szukać prawdy, choć szukanie jej jest bolesne. Mówiłem o prawdzie nie konkretnie o Bogu (choć nie unikałem własnego świadectwa wiary) coś mi tak podpowiadało, miałem w pamięci słowa drogiej mi świętej Edyty Stein, która też miała długą drogę do spotkania z Chrystusem. Kiedyś powiedziała „Kto szuka prawdy ten szuka Boga” – w tych słowach odnalazłem Karolinę. Mam nadzieję, że tę Prawdę najbardziej fundamentalną odnajdzie i o to się modlę.

Jak by ludzie nie mieli problemów w domu to by nie brali” – Bartek

To już drugi rok z rzędu jak na ewangelizacji spotykam swojego imiennika :). Bartek spotkał nas jak wracaliśmy już w nocy z ewangelizacji z s. Kamilą. Rozmawialiśmy już z kimś i się dołączył. Szybko zaczął mówić o sobie, że kiedyś był blisko Boga ale ostatnie miesiące były czasem oddalenia, że chce się zmienić. Za dwa dni wyruszał na pielgrzymkę do Częstochowy w intencji swej rodziny. Porozmawialiśmy dłużej, zaczął pewnej dziewczynie tłumaczyć dlaczego ludzie upijają się (sam też miał z tym problem) i biorą dragi. Bartek miał niecałe 18 lat. Doskonale jednak wiedział co jest przyczyną ucieczki. Problemy w rodzinie, brak miłości i relacji z rodzicami. Sam miał pragnienie aby we własnej rodzinie (rodzinie z problemem alkoholowym) to zmienić. Zaproponowałem mu modlitwę pod krzyżem – zgodził się. Poszliśmy i pod krzyżem razem ze s. Kamilą prosiliśmy za niego i jego rodzinę. Duch Święty w nim działał to czuć było z wcześniejszej rozmowy. Ufam, że Bóg pomoże mu wyjść na prostą…

Powiedz mi że to nie moja wina” – Darek

Darek był ostatnią osobą którą spotkaliśmy w czasie ewangelizacji. Byliśmy we trójkę ja, s. Kamila i Mati mój stary przyjaciel, aktualnie kleryk diec. Tarnowskiej. Darek zaczepił nas wraz ze swoją dziewczyną Anką. Zaczęła się rozmowa, od razu powiedział, że księżom nie wierzy, tylko siostry wzbudzają w nim zaufanie, więc jako panowie w sutannach dość szybko z Matim odsunęliśmy się na boczek zostawiając ich razem z s. Kamilą. Później jednak wróciliśmy do rozmowy. Darek był bardzo uprzedzoną osobą do Kościoła, widział same zło i przekręty. Okazało się że jednak te oskarżenia i cała ta rozmowa miała też drugie dno. W końcu ni stąd ni zowąd Darek powiedział mi abym potwierdził mu że nie jest winny śmierci jego kumpla. Zaczęli razem brać dragi potem Darek sie wycofał ze względu na Ankę. Kiedy byli we trójkę na jakiejś imprezie, jego kumpel prosił Darka i Ankę aby nie odchodzili i nie zostawiali go samego bo popełni samobójstwo, oni poszli na jakiś czas… I stało się jak mówił… To było 6 lat temu. Podobno wszyscy go oskarżali ale on twierdził że jest niewinny. Chciał abym ja go usprawiedliwił: „Powiedz mi że to nie moja wina!”. Odpowiedziałem mu że ja tego nie mogę zrobić, to nie w mojej mocy. Tylko Bóg może mu dać pokój – jeśli zwróci się do Niego, bo On ostatecznie zna całą prawdę. Potem rozmowa dość szybko sie skończyła. Nic dziwnego bo dotknęliśmy rany, którą sam odsłonił, bardzo głębokiej rany… Pożegnaliśmy się i poszli w swoją stronę…

To wybrane spotkania. Były i inne z Piotrkiem który chciał za wszelką cenę usprawiedliwić swoje palenie trawki, z Martą, która miała trochę wątpliwości w wierze, z Danielem który po 12 latach nagle postanowił sie wyspowiadać, z Irką (Irą) dla której świat wiary był czymś bardzo odległym i dziwnym.

I tych o których napisałem więcej i tych których teraz wspomniałem powierzam Twojej modlitwie Drogi Czytelniku aby każdy i każda z nich mogła wkroczyć i trwać na drodze nowego życia z Jezusem. Dzięki!

Diecezja Woodstock…?!

Niedawno usłyszałem takie określenie mówiące o ks.bp Edwardzie Dajczaku, że na te kilka dni staje się biskupem diecezji Woodstock. Może to trochę przesadzone i żartobliwe stwierdzenie ale coś w tym jest. Jezus gromadzi nas abyśmy stawali się Kościołem tam w tamtej bądź co bądź dziwnej rzeczywistości. Przez te lata uczestnictwa w tym dziele ewangelizacji wielu z braci i sióstr stało mi się bardzo bliskich. Od każdego uczę się wiary i miłości. Wśród tej wspólnoty przewodzi oczywiście ks. Bp Edward. Mam wobec niego dług którego nigdy nie spłacę. On uczy mnie za każdym razem prawdziwego oblicza Jezusa, uczy mnie być jego sługą. Z tego roku szczególnie zapamiętam jego homilię na wieczornej czwartkowej Eucharystii. Szczególnie to pytanie: „Jezu, co zrobiliśmy z Twoją Eucharystią?” Pytanie o to, na ile nasze trwanie przy stole Pańskim jest przepełnione miłością do Boga i człowieka a na ile rytualnym obrzędem który przeżywamy co tydzień, bądź co dzień… I nic dziwnego, że Bóg zapewniał w swoim słowie w Liturgii Słowa którą rozważał Kościół akurat podczas trwania PJ. „I dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie” [Jr 3, 15]. Biskup Edward i wielu prezbiterów będących na PJ byli dla mnie niezbitym dowodem wierności Boga, który dotrzymuje danych obietnic! Dzięki Ci Panie!

Pociągnąłem ich ludzkimi więzami a były to więzy miłości” – [Oz 11,4a]

Kiedy kończył się Woodstock, stało się tak, że nagle zostałem wplątany w pewną sytuację, która zmusiła mnie do pozostania na polu do bardzo późna w nocy. Musiałem też schodzić niezły kawałek Woodstocku – różne dziwne zakamarki. Powiem szczerze, że to był bardzo smutny widok: tak wielu ludzi odurzonych, leżących gdzieś tam, krzyczących itd. To wszystko trochę jak zbiorowy obłęd. Oczywiście nie dotyczy to każdej osoby która była tam, ale wielu na pewno. Dziwne… Przecież nie widziałem tego pierwszy raz w życiu bo to już czwarty mój przystanek, ale jakoś pierwszy raz z taką siłą to do mnie dotarło. Myślałem sobie: „i co my możemy wobec takiego tłumu…?”, szybko przyszedł na myśl krzyż i to co Jezus doświadczył – On też po ludzku przegrał. Kiedy widziałem ten duży tłum pod sceną a KSU kończył koncert jako ostatnia kapelana Woodstocku wróciły mi słowa z którymi Jezus wysyłał nas tydzień wcześniej na Ewangelizację:

Jezus ujżał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, bo byli jak owce nie mające pasterza…” [Mk 6,34]. Mimo wszystko wracałem trochę załamany do naszej bazy w Kostrzynie.

I tak nadszedł czas ostatniej Eucharystii. Zawsze jest to szczególny czas oddawania Bogu chwały i dziękowania że wybrał nas, sługi nieużyteczne do posługi. Taka była i ta Eucharystia pełna radości. Mi jednak nie mógł do końca wypaść z pamięci ten smutny obraz końca Woodstocku sprzed paru godzin.

I oto w sposób całkiem nieoczekiwany Jezus objawił swoją miłość i łaskę. Kiedy w czasie uwielbienia zaczęto przedstawiać scenę z Ostatniej Wieczerzy i rozdzielać chleb między ludzi a zespół rozpoczął pieśń Jezus to nasz Pan Uwielbiamy Go. Nagle ogarnęło mnie takie doświadczenie Bożej miłości… Miłości której nie da się ogarnąć słowami… Tylko kilka razy w życiu Jezus pozwolił mi doświadczyć tego jak wielką On jest miłością… Tak bardzo namacalnie… Nie wstydziłem sie tego, że popłynęły mi łzy, bo to nie były zwykłe łzy wzruszenia, ale dar łez od Ducha. Śpiewałem wraz ze wszystkimi tę pieśń o Jezusie który daje Swoje Ciało i Krew, który jest Barankiem Bożym chodzącym dolinami naszych serc. A oczami własnego serca wyczuwałem Jezusa, który stał pośrodku tej świątyni. On Zmartwychwstały Pan stał pośrodku nas i wylewał Swoją miłość i miłosierdzie. A w tym wszystkim to Jego pragnienie połączone z moim obrazem wczorajszego Woodstocku… Pragnienie Jezusa aby dotrzeć do każdego z tamtych serc…

Dziękuję Jezusowi za to objawienie chwały swojego Bóstwa. Wiem, że będzie kolejnym krokiem milowym odniesieniem w mojej pielgrzymce wiary…

Co mogę powiedzieć na koniec. Chyba tylko tyle: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen!

5 sierpnia 2006 r.

Wigilia Święta Przemieniana Pańskiego

 

 

(453)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *