Przymierze

Dziś śpiewaliśmy w Psalmie słowa „Pan Bóg pamięta o swoim przymierzu.” Udowodnił to namacalnie 31 i 15 lat temu, dokładnie w ten sam dzień.

To dzięki tej pamiątce chrztu dowiedziałem się o owej łączności dni i w ogóle kiedy byłem ochrzczony.

Nie należy zbytniej uwagi przywiązywać do rzeczy, które wydawać się by mogło są „zbiegami okoliczności” ale nie należy popadać też w drugą skrajność: zamykać oczy na delikatne znaki, jakie daje Pan aby zaznaczyć swoją obecność. Tak jest z datą 18 lipca w moim życiu. Z dwóch powodów jest to dla mnie ważny dzień.

Wszystko zaczęło się 18 lipca 1982 roku, kiedy zapewne w niedzielne wczesne popołudnie moi rodzice przynieśli swoje piąte dziecko do kościoła parafialnego św. Jadwigi w Dębicy a ksiądz wikary (który dziś jest proboszczem zacnej parafii w Tarnowie) wyznaczony zapewne „z rozdzielnika” ochrzcił dzieci jak co dwa tygodnie. Jednym z nich byłem ja. Bóg w Trójcy Jedyny wziął moje życie w posiadanie i zamieszkał w mojej duszy, choć byłem tego bardzo nieświadomy. Życie popłynęło swoim rytmem…

Był lipcowy wieczór we wsi „zabitej dechami” koło Nowego Sącza. Przez pierwsze 3 dni oazy animatorzy i ksiądz mówili nam, że będzie niebawem ważny dzień: że będziemy mogli wybrać Pana Jezusa, ale że to musi być nasza wolna decyzja, że nic na siłę. Nie za bardzo wiedzieliśmy o co chodzi, ale przeczuwaliśmy, że to chyba coś ważnego. Pamiętam, że rzuciłem jednemu z moich kumpli na oazie tego dnia: „i co przyjmiesz Jezusa dziś wieczorem?” Ja chyba powiedziałem,że tak. Choć po 15stu latach pewne rzeczy się zacierają.

Nastoletni Bartek miał swoje przeżycia. Pewne rzeczy „zaczęły się sypać” w poukładanym i grzecznym życiu i zaczął doświadczać ściągającej mocy grzechu. W sumie nie wiedziałem, o co z tą decyzją chodzi, ale chciałem tylko aby „ten Pan Jezus”, o którym tyle mi mówiono, pomógł mi w tym i owym, paru sprawach, nic ponad to.

Rozpadający się Dom Strażaka, dawny ośrodek oazowy. (zdjęcie z 2011r.)

Rozpadający się Dom Strażaka, dawny ośrodek oazowy. (zdjęcie z 2011r.)

Kiedy już nadszedł czas czuwania, po wprowadzeniu, był czas aby ten osobisty gest uczynić. Na podłodze rozłożono krzyż „z Taize”, śpiewano piękne pieśni, a każdy mógł podejść. Klęknąłem i ja, zaczynając mówić do „tego” Pana Jezusa. Nie wiem ile tam byłem, ale jak wróciłem na miejsce, to miałem świadomość, że dokonało się coś ważnego. Skończyło się czuwanie, kładłem się spać i miałem świadomość, że „coś się zmieniło”. Po latach o 18 lipca 1998 roku mogę powiedzieć za kimś innym, któremu dane było takie samo doświadczenie kilkadziesiąt lat wcześniej i ubrał to genialnie w słowa:

 Dar pierwszy to dar wiary, która jako nowa, nadprzyrodzona rzeczywistość została mi wlana w jednym momencie w owym pamiętnym dniu – jako zupełnie nowe, nie ludzką mocą zapalone światło, które świeci nawet wtedy, gdy nie pada jeszcze na żaden przedmiot i trwa cicho, nieporuszenie jak gwiazda, świecąc w ciemnościach i sama będąc ciemnością. Ta rzeczywistość wiary – od tamtej chwili, bez przerwy przez 44 lata, określa całą dynamikę mego życia i jest we mnie ,,źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”. Nigdy w tym okresie nie przeżywałem wątpliwości co do wiary i nigdy nie miałem innych celów i dążeń, zainteresowań, poza wynikającymi z wiary i skierowanymi ku Ojcu przez Syna w Duchu Świętym, w realizacji wielkiego planu zbawienia.

ks. Franciszek Blachnicki – Testament

Od tamtego pamiętnego wieczoru ja również nigdy nie przeżywałem wątpliwości co do obecności Jezusa Chrystusa, żywego Pana i Zbawcy. Nie znaczy to, że przestałem być grzesznikiem. Popełniłem wiele błędów i grzechów, przeżyłem wiele kryzysów i wpakowałem się różne dziwne sprawy  w czasie minionych 15 lat – ale nigdy nie zgasło we mnie to światło wiary.

Świętowałem ten dzień, stał się dla mnie punktem odniesienia. Jakież było moje zaskoczenie w późniejszym czasie, kiedy odkryłem iż ów 18 lipca to jest rocznica mojego chrztu. Wytrysnęło źródło wody żywej, źródło które było ukryte w moim sercu 16 lat wcześniej.

SONY DSC

Chrzcielnica w moim kościele parafialnym.

Nie często zdarza mi się przeżywać ten dzień w mojej rodzinnej parafii. Dziś tak było. Miałem okazję przewodniczyć Eucharystii. Wybrałem bardzo rzadko używaną modlitwę (tu można ją przeczytać), w której mogłem Bogu wypowiedzieć wdzięczność wobec historii zbawienia jaka dokonała i dokonuje się w moim życiu „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”.

Parę lat temu, odwiedziłem ową „wieś zabitą dechami”. Nazywa się Klimkówka. Ze starego Domu Strażaka, pozostały odrapane mury. Miejsce gdzie była kaplica opustoszałe i tylko dziura w ścianie przypomina, że tam kiedyś było tabernakulum. Nikt by się nie domyślał, że tam dokonywały się tak wielkie rzeczy, zapewne nie tylko w moim życiu.

I choć daty i miejsca nie odgrywają kluczowej roli w życiu wierzącego w Jezusa Chrystusa, to mogą mu pomagać przypominać sobie owo przymierze. I Pan się nimi nieraz posługuje ku temu.

Niecały rok po moim nawróceniu, kiedy wciąż owa obecność Chrystusa była dla mnie czymś nowym (dziś to prawie połowa mojego życia…), napisałem w przypływie natchnienia taką krótką modlitwę, którą później nazwałem „Moje Credo”. Rzadko do niej wracam, ale dziś warto ją wystawić na światło dzienne. Niech więc zakończy to rozważanie:

 

Moje Credo – Bartłomiej Parys

Jezus Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem. Tylko w Nim moje odkupienie i życie wieczne. On wyciągnął mnie z błota grzechu. Dał mi nowe życie i stworzył we mnie nowe serce. Tylko przez Niego cześć, hołd i uwielbienie Boga Ojca w Duchu Świętym. Tylko dla Niego chce żyć i tylko Jemu służyć. Za wszystkie Twoje dzieła dziękuję Ci Panie Jezu. Pomagaj mi wytrwać w drodze do Ciebie i wypełnić Twoją świętą wolę. Amen.

TAKA JEST ZASADA, CEL I SENS MOJEGO ŻYCIA.

(1589)

1 Komentarz

  1. Mateusz

    Coś pięknego, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *