Powrót do źródeł…

Chciałbym się z Szanownymi Gośćmi, moich wirtualnych progów :) podzielić doświadczeniem udziału w rekolekcjach oazowych Ruchu Światło-Życie. Może tytułem wstępu dla tych, którzy nic nie wiedzą na temat formacji w Ruchu tylko krótko naszkicuję problematykę tych rekolekcji, umożliwi to też lepsze zrozumienie tego o czym będę pisał później.

 

Kościół to nie jednostronny przekaz łask Bożych jakimś biernym odbiorcom. Kościół jest miejscem ciągłego dialogu, miejscem spotkania się Miłości Boga i miłości człowieka, miłości Chrystusa i miłości ludzi zbawionych, którzy w Duchu Świętym tę miłość przyjmują i na nią odpowiadają

Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki

lead

Chrystus Sługa - figura w kaplicy Centrum Światło-Życie w Krościenku. W tym miejscu rozpoczęła się dla mnie przygoda Oazy Nowego Życia III stopnia w Krakowie A.D. 2005...

Chrystus Sługa – figura w kaplicy Centrum Światło-Życie w Krościenku. W tym miejscu rozpoczęła się dla mnie przygoda Oazy Nowego Życia III stopnia w Krakowie A.D. 2005…

Nie chcę nakreślać całej drogi formacyjnej Ruchu (zajęło by to co najmniej tyle co cały ten tekst). Chcę tylko napisać, że jest to przechodzenie przez pewne etapy formacyjne. Wszystko zaczyna się od ewangelizacji – od wybrania w swoim życiu Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, ta decyzja wiary umożliwia rozpoczęcie drogi tzw. deuterokatechumenalnej, która odwołuje się starożytnej praktyki katechumenatu – czegoś co musiał przeżyć każdy kandydat do chrztu. W naszych czasach wraca się do tej praktyki – jakże zbawiennej – aby wprowadzić stopniowo człowieka w doświadczenie wiary ,więź z Chrystusem, braćmi i siostrami. Mówiąc ogólnie: we wszystkie elementy życia dojrzałego chrześcijanina. Taka formacja z reguły trwała 2-3 lata. Deuterokatechumenat w Ruchu przeważnie trwa 3 – 4 lata. Szczególne miejsce w trakcie jego trwania zajmują rekolekcje wakacyjne tzw. oazy (15-dniowe rekolekcje) – Oaza Nowego Życia I°, II°, III°. ONŻ III° jest wydarzeniem przy końcu formacji podstawowej w Ruchu Światło-Życie. Jej zadaniem jest w szczególności: pomóc uczestnikom doświadczyć Żywego Kościoła, wprowadzić w jego misterium, a także pomóc znaleźć swoje miejsce w nim – odkryć powołanie, do którego wzywa nas Bóg, obdarzając charyzmatami, które są dane po to aby budować żywe wspólnoty Ludu Bożego. Kolejnym celem, jest pokazanie że Kościół jest zbudowany na fundamencie Apostołów i wskazanie szczególnie na znaczenie roli Piotra-Opoki, zarówno to historyczne, jak i ukazywać dzisiejszego Piotra – papieża. Stąd najpełniej powinno się przeżyć te rekolekcje w Rzymie, ale jak wiadomo nie dla wszystkich jest to osiągalne, dlatego pielgrzymuje się po Rzymie „duchowo” – każdy dzień oazy jest poświęcony innemu miejscu w Wiecznym Mieście, które ukazuje nam duchowe i kulturalne bogactwo Kościoła. Tyle może tytułem wstępu…

Figura Niepokalanej Matki Kościoła - Ruch Światło-Życie to Jej dzieło...

Figura Niepokalanej Matki Kościoła – Ruch Światło-Życie to Jej dzieło…

 „… oni wysłani rzez Ducha Świętego zeszli do Seleucji, a stamtąd odpłynęli na Cypr” [Dz 13,4]

Krótko chciałbym napisać dlaczego w ogóle mogłem na tych rekolekcjach być animatorem. Oczywiście z Ruchem byłem związany dość mocno przez moją młodość i odegrał on nieocenioną rolę w moim życiu (o czym już kiedyś napisałem – można się zapoznać z tym tekstem) Wszystko się zaczęło w lutym tego roku od moich odwiedzin w Krościenku n/Dunajcem w Centrum Ruchu Światło-Życie gdzie przyjeżdżam co urlop aby pomodlić się przy grobie Sługi Bożego ojca Franciszka Blachnickiego – założyciela Ruchu, którego osoba i nauczanie odgrywało i odgrywa wielką rolę w moim życiu. Tam w krótkiej rozmowie z jedną z mieszkanek tzw. Kopiej Górki (tam jest Centrum Ruchu), opowiadałem jak moja planowana III° przed wstąpieniem do SVD została rozwiązana na 2 tygodnie przed rozpoczęciem. Ale nie miałem wątpliwości, że było to działanie Boże, bo wtedy miałem być animatorem na innych rekolekcjach. W tej rozmowie pojawiła się możliwość, że może bym pojechał w tym roku ale jakoś nie potraktowałem tego jako realną możliwość. Tak mijały tygodnie… Kiedy już wróciłem z zimowego urlopu do Pieniężna, po jakimś czasie otrzymałem maila z propozycją od osoby która się zajmuje organizacją III° w Krakowie. Musiałem to przemodlić i dać sobie trochę czasu – ok. miesiąca. W międzyczasie umarł Jan Paweł II, ta śmierć dotykała moje życie pod różnymi innymi aspektami, m.in. przyczyniła się też do powrotu o myśli nt. udziału w oazie. A trzeba wiedzieć, że osoba najpierw kard. Wojtyły a później Papieża Jana Pawła II odegrała w życiu ogromną, kolosalną rolę. Nie ma tu miejsca aby o tym napisać… Powiem tylko, że nie tylko dla Ruchu była to podpora i największy przyjaciel. Także i w życiu Karola Wojtyły to doświadczenie było bardzo ubogacające i odkrywcze, m.in. zapoczątkowane Światowe Dni Młodzieży wzięły się z doświadczenia spotkanie z oazami (można o tym przeczytać w książce Jana Pawła II „Wstańcie, chodźmy!” , s.80-81).

Śmierć papieża zmusiła mnie do intensywniejszej refleksji nad uczestnictwem w oazie. Byłem już prawie przekonany, ale miałem jeszcze małe wątpliwości i modliłem się o jakiś znak… I znak przyszedł! W dzień pogrzebu Ojca Świętego wchodzę wieczorem na księgę gości mojej stronki i ku mojemu zdziwieniu widzę tam wpis od starych znajomych z czasów „oazowych”. Pozwólcie, że zacytuję fragment: „Ostatnio byliśmy w Krościenku na Kopiej jak schodziliśmy z Lubania :)i tak sobie o Tobie pomyśleliśmy.” I wtedy wszystko stało się jasne… Postanowiłem, że napiszę maila do Grażyny Mąsik (tej osoby zajmującą się krakowskimi oazami) o tym, że jadę. I nie miałem wątpliwości, kto już „z góry” miał w tym swój udział…:) No i tak to się zaczęło…

The beginning…

Po jeszcze innych różnorakich ustaleniach ostatecznie 13 lipca wylądowałem w Krakowie na Dębnikach w Seminarium Salezjanów, na Oazie Nowego Życiu III stopnia. Naszym moderatorem oazy (głównym odpowiedzialnym) był ks. Roman Litwińczuk, który aktualnie jest tzw. moderatorem generalnym (jest odpowiedzialny za cały Ruch). Pierwsze spotkanie zapoznawcze a ja już czuję się jak w domu. Na ostatniej oazie byłem 3 lata temu (skończyła się dokładnie 12 VII 2002 – czyli okrągłe 3 latka:) ).

A oto i moja grupka :) . Zdjęcie zrobione na pożegnanie :).

A oto i moja grupka :) . Zdjęcie zrobione na pożegnanie :).

Zaczęło się stopniowe poznawanie się z uczestnikami i wchodzenie w przeżywanie oazy. Bardzo dobrze się czułem w tej wesołej 50 osobowej gromadce, która w większości pochodziła z centrum Polski, ale nie tylko. Jak już wspomniałem, na tych rekolekcjach byłem w charakterze animatora. W mojej grupie było 5 chłopaków, w większości studenci (no i w większości studia o profilu informatycznym czy telekomunikacyjnym – Pan wszystko dopasował ;) ). Na nasz codzienny program rekolekcyjny składała się: modlitwa Liturgią Godzin, specjalnie przygotowaną na III stopień oazy, adoracja Najświętszego Sakramentu (jako podsumowanie dnia), różaniec Matki Kościoła (kontemplowaliśmy osobę Maryi, po przez pryzmat encykliki Jana Pawła II Redemptoris Mater). Kolejne charakterystyczne elementy to: spotkania z Żywym Kościołem (osoby różnego stanu które żyją w Kościele) i codzienne pielgrzymowania (tzw. statio) do różnych zakątków Krakowa i nie tylko. W statio nie chodziło tylko i wyłącznie o zwiedzanie miejsc związanych historycznie z chrześcijaństwem na naszych ziemiach, ale bardziej o spotykanie żywych wspólnot Kościoła i doświadczenie stałej obecności Chrystusa w polskim narodzie. W tych odwiedzanych miejscach też sprawowaliśmy Eucharystię, bo to z niej rodzi się Kościół i dzięki niej żyje jak przypomniał w ostatniej swojej encyklice Ecclesia de Eucharistia Jan Paweł II [EE, n.1]. To taki szkic naszego pielgrzymowania tych 15 dni z Maryją, Matką Kościoła. Byliśmy w różnych miejscach: na Wawelu (Eucharystia z bpem Janem Szkodoniem przy relikwiach św. Stanisława), w Łagiewnikach, Wadowicach, Oświęcimu w obozie Auschwitz, w Centrum Ruchu Światło-Życie i wielu świątyniach Krakowa… Każdy dzień był bogaty w przeżycia i nie będę opisywał wszystkich, co by nie sprawić, że drogi Czytelniku uśniesz nad tym tekstem :). Skupię się tylko na najważniejszych dla mnie miejscach, przeżyciach i spotkaniach z drugim człowiekiem…

Obecność Ojca… (Dębniki – Kuria krakowska)

Cicha pamiątka obecności Ojca... ale i tak żywą pamięć Jego osoby i nauczania nosimy w sercu...

Cicha pamiątka obecności Ojca… ale i tak żywą pamięć Jego osoby i nauczania nosimy w sercu…

Nasza obecność w Krakowie była o tyle błogosławiona, że na każdym kroku napotykaliśmy na znaki obecności Karola Wojtyły, najpierw jako studenta, pracownika, a późniejszego biskupa, kardynała… Już pierwsze wyjście u początku oazy to spotkanie z domem w którym jako student mieszał 5 lat w czasie wojny. A później kościół salezjanów na Dębikach (urocza dzielnica Krakowa leżąca po południowym brzegu Wisły), gdzie jako chłopak chodził do kościoła. Znajduje się tam obraz Matki Bożej o którym sam kiedyś powiedział jeszcze jako kardynał, że przed tym obrazem omadlał swoje powołanie kapłańskie. W tym kościele spoczywają też doczesne szczątki sługi Bożego Jana Tyranowskiego, który odegrał też dużą rolę życiu młodego Karola (po szczegóły odsyłam do książki Jana Pawła II Dar i Tajemnica).

Kościół na Dębnikach w wzbudził też we mnie refleksję nad ciągłością Bożego działania, w historii zbawienia. Stało się to za sprawą prostych ale pięknych szkiców patriarchów, proroków Starego Przymierza (rzecz niespotykana w naszych kościołach!) a także świętych początku chrześcijaństwa, a także tych którzy już żyli w czasach nam bliższych. I ta świadomość, że to jest dalej doświadczenie tego samego Boga który objawia się nam po przez wieki… Gdzieś w tym wielkim pochodzie ludzkości jesteśmy też i my…

W jednym z dni odwiedziliśmy też Dom Arcybiskupów krakowskich, w nim kaplicę, gdzie modlił się i pisał kard. Karol Wojtyła. Do dziś są tam połączony klęcznik i stoliczek, gdzie powstawały jego dzieła. Po wyborze na papieża coś podobnego kazał zbudować w swojej prywatnej kaplicy w Pałacu Apostolskim. Świadomość tych lat które tu spędził, i tego miejsca gdzie tyle godzin przeżył na modlitwie przed Panem i sprawowaniu Ofiary Eucharystii… Stąd wypływała cała dynamika jego działalności…

 

Chrzcielnica kościoła w Wadowicach...

Chrzcielnica kościoła w Wadowicach…

Tam wszystko się zaczęło… – Wadowice

Ważna zauważenia była też nasza wizyta w Wadowicach, mieście rodzinnym Karola Wojtyły, gdzie jak sam powiedział w 1999 r. „wszystko się zaczęło…” Tam wspólnie modliliśmy się przy chrzcielnicy gdzie został jako niemowlę wszczepiony w Chrystusa i włączony do Kościoła. Tak sobie myślałem: „taki niby na zewnątrz mało efektowny obrzęd chrztu, a jakże ma potężną moc. Przecież wszelkie działanie papieża o którym się tak wiele mówi, jego słowa, świadectwo życia, które wpływało i wpływa na dziesiątki milionów ludzi miało swoje źródło i początek właśnie tu przy tej chrzcielnicy. Gdzie wytrysnęło dla niego źródło życia wiecznego…”

Golgota naszych czasów – Auschwitz

Jednym z najmocniejszych doświadczeń tych rekolekcji to nasza wizyta w obozie Auschwitz. Byłem tam pierwszy raz w życiu. Każdy niby wie o strasznym dziedzictwie II wojny światowej… Co innego wiedzieć, a co innego choć trochę dotknąć tej „Golgoty naszych czasów” jak powiedział o obozie w Oświęcimiu Jan Paweł II w czasie swojej pierwszej wizyty do Polski. Jedna wielka misteryjnie przygotowana maszyna do zabijania. Zaplanowana z wielką precyzją. Z taką też precyzją pochłaniała rzeszę istnień ludzkich… Nie wstydzę się tego, że wtedy zbierało się we mnie na płacz. Wiem, że nie było to tylko emocjonalne wzruszenie… Jak bardzo musiało Serce Jezusa być przeniknięte bólem na widok takiego wykorzystania daru wolności i rozumu, które dał swoim stworzeniom… Dla wielu ludzi prawda o obozach jest jednym z „dowodów” na nieistnienie Boga, a przynajmniej na brak Jego zainteresowania nami… Dla mnie była dowodem na to jaki owoc przynosi bałwochwalstwo – postawienie człowieka nad Boga, technikę nad godność i wartość życia ludzkiego. I w moim sercu odzywa się głos, że my wcale tak daleko od Auschwitz nie uciekliśmy. Aborcja jest najlepszym przykładem (wielką rację ma Darek Malejonek kiedy śpiewa: „co dzień, jest Auschwitz na całym świecie – to holocaust milionów dzieci!!!” [Houk – „Holocaust”] ). Ale nie tylko to: eutanazja, niesprawiedliwość wobec krajów ubogich, ucisk wielu dyktatorów (nie tylko politycznych ale też tych „komercyjnych”) wobec niewinnych ludzi. Kiedy o tym myślę, przypominają mi się słowa papieża do młodych:

 

„Bądźcie wielbicielami jedynego prawdziwego Boga,

przyznając Mu pierwsze miejsce w waszym istnieniu!

Bałwochwalstwo jest ciągłą pokusą człowieka.”

Mimo upływu lat w te mury nadal noszą w sobie żywe znamię śmierci rzeszy ludzkich istnień...

Mimo upływu lat w te mury nadal noszą w sobie żywe znamię śmierci rzeszy ludzkich istnień…

W samym obozie jeszcze dwa miejsca były dla mnie szczególnie ważne. Pierwsze to ściana śmierci gdzie zostały rozstrzelane tysiące więźniów obozu. Jest swoista ściana płaczu – tam ludzie składają kwiaty i zapalają świece jako znak pamięci. Nasza oaza również zostawiła te znaki, modliliśmy się tam też również za ofiary i katów tego miejsca… Powiem szczerze jeszcze nigdy w życiu nie odmawiałem z taką wagą słów Modlitwy Pańskiej: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – to miejsce nadaje szczególną wagę tym słowom… Pokazuje jak bardzo chrześcijaństwo nie jest z tego świata…

Także zobaczenie celi śmierci św. Maksymiliana Kolbe było ważnym momentem. Malutka cela piwnicach bloku śmierci…

U wyjścia z obozu spotkałem ojca z dzieckiem na rękach. Pomyślałem sobie: ono niczego, tu nie zrozumie… Jak wielu takim dzieciom jak ono nie pozwolono tu żyć, bestialsko je mordując…

Ale to małe dziecko było innym wielkim znakiem… Znakiem nadziei, że potęgi życia, które jest z Boga nie da się zatrzymać… Choć ten, który był od początku był zabójcą [por. J 8,44] stale uderza w piękno daru życia. To nie uda się mu ostatecznie zwyciężyć, bo zwycięstwo zmartwychwstania Jezusa pochłonęło śmierć! [por. 1 Kor 15,54]

Miejsce pokoju i nadziei. Tu rozbrzmiewa prawda, że nigdy ludzkość nie znajdzie ukojenia dopóki nie zanurzy się w nieskończenie miłosiernym Sercu Jezusa!

Miejsce pokoju i nadziei. Tu rozbrzmiewa prawda, że nigdy ludzkość nie znajdzie ukojenia dopóki nie zanurzy się w nieskończenie miłosiernym Sercu Jezusa!

„Stąd wyjdzie iskra, która przygotuje świat na moje ostateczne przyjście” – Łagiewniki

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach było też ważnym miejscem. Tam sprawowaliśmy Eucharystię, Sakrament Pojednania i uczestniczyliśmy w Koronce do Bożego Miłosierdzia w Godzinie Miłosierdzia. Bóg tak sprawił, że moje życie połączył mocno z tym orędziem Jezusa do ludzkości, przekazanej przez św. Faustynę (może jeszcze kiedyś będzie ku temu okazja aby szerzej na ten temat napisać). Kiedy tak sobie klęczałem w kościele Bożego Miłosierdzia w górnym piętrze z tyłu cświątyni i patrzyłem na tych zgromadzonych ludzi z różnych miejsc świata, doświadczałem wypełniania się planów Bożych, które przez początkową porażkę, stopniowo okazują swoją moc…

Powrót na Górę Tabor… – Krościenko (Kopia Górka)

Eucharystia w czasie Dnia Wspólnoty - główny celebrans ks. bp Wiktor Skworc

Eucharystia w czasie Dnia Wspólnoty – główny celebrans ks. bp Wiktor Skworc

Ostatnim miejscem o którym chciałbym napisać, to doświadczenie Dnia Wspólnoty w Krościenku na Kopiej Górce. W 13 dzień oazy podczas każdego wakacyjnego turnusu wszystkie oazy udają się do wcześniej ustalonych miejsc w Polsce, aby świętować wspólnie dar jedności w Duchu Świętym. To są zawsze bardzo uroczyste chwile. Są świadectwa uczestników o owocach duchowych doświadczonych w czasie rekolekcji, wspólna modlitwa, Eucharystia, świętowanie. To właśnie to doświadczenie było jednym z bodźców, które papieża skłoniły do zwołania Światowego Dnia Młodzieży. I tym razem ten dzień był dla nas takim czasem radości. Dla mnie zaś był poza tym wszystkim czasem podwójnego powrotu. Po pierwsze powrotu do miejsca, gdzie zrodziła się ta idea o moim uczestnictwie tegorocznej w oazie – teraz moja obecność była jakoby zerwaniem owocu tego spotkania sprzed pół roku…

Po drugie był to też inny powrót, jako człowieka który z tym miejscem jest związany od 8 lat… Kiedy pod koniec Eucharystii patrzyłem sobie na ten dość spory zgromadzony tłum ludzi, dotarła do mnie jedna myśl o naszym przemijaniu: jak wielka rzeka ludzi tu się przewija. Teraz nie ma tu ani jednej osoby z tamtych lat, mojej formacji w Ruchu, a znów jest tu spory tłum ludzi. Ilu z nich tak samo jak i ich poprzednicy oni też „przepłyną” dalej… I znów przyjdą inni…

Miejsce niby to samo, ale człowiek już całkiem inny…

Bo temu kto Boga ma już nie brakuje nic…

Tak patrząc z perspektywy to Pan dokonywał we mnie też wielu dzieł. Oczyszczał mnie z materializmu (m.in. problemy z samochodem, zniszczenie komórki). Wszystko to po to aby bardziej opierać się na Nim – Jemu zaufać. I mogę powiedzieć, że jednym z działań Ducha Świętego było wprowadzanie mnie na taką właśnie drogę – by nie patrzeć na świat materialistycznie, ale rozwijać u siebie ducha ubóstwa – czyli wszystko co mam to od Niego i On się zatroszczy o to co potrzeba, albo będę oczyszczany przez niedostatki – co też jest łaską. To doświadczenie jest chyba jednym z ważniejszych tego czasu. Mogę bardziej swoimi czynić słowa Psalmu: „Oto wymierzyłeś moje dni tylko na kilka piędzi, i życie moje jak nicość przed Tobą. Doprawdy, życie wszystkich ludzi jest marnością. Człowiek jak cień przemija, na próżno tyle się niepokoi, gromadzi, lecz nie wie, kto to zabierze. A teraz w czym mam pokładać nadzieję, o Panie? W Tobie jest moja nadzieja.” [Ps 39,6-8]

Krew męczenników nasieniem chrześcijan… [Tertulian]

Modlitwa (Różaniec Matki Kościoła) obok obozu w Oświęcimiu - Brzezince...

Modlitwa (Różaniec Matki Kościoła) obok obozu w Oświęcimiu – Brzezince…

Drugim bardzo ważnym owocem oazy to ponowne doświadczanie tego, że krew męczenników i ich świadectwo wiary jest jednym z życiodajnych źródeł rozwoju Kościoła, ich zakorzenienie w Chrystusie – śmierć dla Niego – przygotowuje grunt pod działanie Ducha Świętego, które doprowadza wielu do wiary Ewangelię. Tego doświadczałem w Auschwitz, szczególnie myśląc o ojcu Kolbe a także w Brzezince gdzie siedząc zielonej trawie odmawialiśmy różaniec Matki Kościoła. Kiedy tam byliśmy i było takie piękne słońce, patrzyłem na tę zieloną trawę, druty baraki… i tak sobie myślałem, że wtedy też w lecie musiała być taka pogoda, czy Ci ludzie potrafili się z tego cieszyć…? W Brzezince zginęła też św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edith Stein), która jest mi dość bliska (i jej osoba będzie jak Pan pozwoli tematem mojej magisterki :) ).

Doświadczenie obozowe było też dla mnie bardzo cenne, bo od pół roku pomagam archiwizować materiały o 19 werbistach męczennikach (Sługach Bożych – trwa ich proces beatyfikacyjny), którzy zginęli w różnych obozach II wojny światowej. Odświeżyła się też mi prawda którą, Jan Paweł II pozostawił w swoim testamencie (mówił też wielokrotnie publicznie za życia): że nasze czasy są czasami męczenników – nie różniące się wiele od tych z początków chrześcijaństwa…

Powrót do źródeł jest darem, powrót do źródeł jest łaską… [Izaiash – „Pieśń naszych korzeni”]

Eucharystia kończąca nasze 15 dniowe pielgrzymowanie w niej składaliśmy owoce tego czasu Bogu Ojcu przez Jezusa w Duchu Świętym.

Eucharystia kończąca nasze 15 dniowe pielgrzymowanie w niej składaliśmy owoce tego czasu Bogu Ojcu przez Jezusa w Duchu Świętym.

Oczywiście chwil, spotkań, rozmów (tych ważnych i tych zwyczajnych) było o wiele, wiele więcej. Na pewno wielkie znaczenie dla mnie miało bycie pośród moich braci i sióstr z Ruchu. Również osoby z Diakoni Rekolekcyjnej (czyli grupa odpowiedzialnych za przebieg oazy) – były dla mnie znakiem, który budził we mnie nadzieję i był też duchowym impulsem rozwoju. Mogłem doświadczyć, że Duch Święty po przez charyzmat Światło-Życie nadal prowadzi liczną rzeszę ludzi do osobistego spotkania z Jezusem i pomaga wielu stawać się dojrzałymi chrześcijanami. Chwała Panu!

Pieniężno 4 września A.D. 2005

w 23 niedzielę

(1496)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *