Najnowsze publikacje

Śmierć znakiem miłosierdzia

Kończy się dzień wspomnienia wiernych zmarłych, tych, którzy przeżywają swoje oczyszczenie. Kwestia rozumienia czyścca jest bardzo ciekawa i wbrew pozorom Kościół dopuszcza dość szerokie rozumienie teologiczne tego stanu. Teologia bowiem wschodnia definiuje to oczyszczenie nieco inaczej niż zachodnia. Bez wątpienia jednak jest faktem, że ten kto umiera całkowicie nieprzemieniony i oczyszczony przez łaskę Chrystusa, proces ten dokona się w nim po śmierci. Przez najbliższe dni trwa kościelna „promocja” odpustowa o której już kiedyś pisałem dla Stacji 7 – odsyłam chętnych do tekstu „Listopadowe prezenty„.

Na koniec myśl o samym umieraniu. Myślę, że bardzo rzadko myśli się o tym, że sam fakt naszego umierania jest znakiem Bożego miłosierdzia.

Takie zdanie może brzmieć skandalicznie, szczególnie dla tych, którzy wpatrzeni w rzeczywistość uzdrowienia cielesnego, zapominają o tym, że jest ono znakiem przychodzenia Królestwa Bożego, ale w żadnym stopniu nie anuluje ono ostateczną konieczność śmierci nawet tych, których za życia Bóg szczególnie dotknął i podniósł. Musiał umrzeć ponownie Łazarz, córka Jaira, młodzieniec z Nain.

U Ojców Kościoła właśnie pojawia się myśl o tym, że dopuszczenie przez Boga panowania śmierci jest także znakiem Jego miłosierdzia. Bowiem obecna kondycja świata, nim odnowi go po Sądzie Ostatecznym Bóg Wszechmogący, nie jest dla człowieka miejscem gdzie zrealizował by on swoje powołanie do szczęścia jakiego chce dla nas Pan. Miłosiernie więc dopuszcza On aby w oznaczonym czasie bieg naszego życia dobiegł tu kresu. Ale wchodzimy jako chrześcijanie w śmierć właśnie z taką nadzieją o której śpiewa Jars of Clay i tę piosenkę Wam dedykuję a także duszom, które przeżywają oczyszczenie a które dziś zanurzałem w Ofierze Chrystusa odprawiając Mszę Świętą, aby dla nich jak najszybciej spełniło się to doświadczenie o którym chłopaki zza Wielkiej Wody śpiewają :)

(175)

Spory o Halloween – myśl na kanwie

Jak co roku przez fejsa przetacza się tu i ówdzie pomiędzy luźdzmi debata o Halloween. Od dawna w niej nie uczestniczę, teraz czasem się przyglądam temu zjawisku jako obserwator.

W tych dyskusjach, szczególnie wśród Polaków żyjących na wyspie a łapiących klimat zabawy, kiedy ktoś gasi im ten hurraoptymizm, oni jako asa z rękawa wyciągają argument: „no ale przecież to jest katolicki kraj i to jest ich tradycja”, budzi to nawet czasem w mnie uśmiech (choć nie pogardy) pokazujący duże pokłady ignorancji w temacie.

Brak zdolności do oceniania rzeczywistości oczami Ewangelii wśród katolików nie dotyczy oczywiście tylko takich tematów jak powyższy. Dotyka całej masy zagadnień, które skutkują tym, że utożsamienie się z wiarą katolicką jest często łączone ze sprawami całkowicie z nią sprzecznymi. Przykładem skrajnym była moja rozmowa z jednym człowiekiem, który wyznał przede mną że nie wierzy w Boga. Odpowiedziałem mu, że potrafię to zrozumieć i że nie jest on już katolikiem. Zreagował na to lekko zaskoczny, że wykluczam go z grona wierzących. No właśnie, nie wierzy w Boga, ale wciąż uznaje się za katolika.

Nie jest to nowe zagadnienie, ludzie dalekowzroczni pisali o tym już dawno. Ks. Balchnicki w jednym ze swoich artykułów pisał o „półchrześcijanach”, natomiast Ratzinger jako młody teolog napisał bardzo ciekawy tekst „Neopoganie i Kościół”, który jako aneks polski wydawca załączył do najnowszej książki. Na podsumowanie więc moich przydługich wywodów cytat od Ratzingera:

„Obecnie pogaństwo osiadło w samym Kościele. Właśnie to jest cechą charakterystyczną Kościoła naszych czasów, podobnie jak i neopogaństwa, że mamy do czynienia z pogaństwem w Kościele oraz z Kościołem, w którego sercu krzewi się pogaństwo. Tak więc współczesny człowiek, w normalnym przypadku, powinien raczej zakładać niewiarę swojego bliźniego.”

(152)

Poświęcenie świątyni

Kończy się niedziela, która w liturgii dla kościołów, w których nie jest znana data konsekracji jest dniem kiedy świętuje się moment kiedy wybudowany budynek oddany został na szczególną własność Boga.

Tak się Opatrznościowo złożyło, że przeżywałem ją własnie w mojej rodzinnej świątyni w Dębicy, która przez 20 lat mojego życia była głównym ośrodkiem mojego życia wiary i pierwszym miejscem doświadczania Boga przez sakramenty: chrztu, spowiedzi i Eucharystii. (więcej…)

(134)

życie łaski

Czasem zdarza mi się spotkać kogoś po latach, czy to współbrata czy kogoś innego i doświadczyć, że przez lata które nie widzieliśmy się w tej osobie dokonał się duży rozwój duchowy. Takich rzeczy nie da się ukryć, bowiem prawdziwe życie duchowe emanuje z człowieka nawet kiedy o nim nie mówi. Dziękuję Bogu za takie momenty, dane są one bowiem ku wzajemnemu pokrzepieniu. Ostatnio miałem takie właśnie spotkanie, które mi to na nowo uświadomiło. A jako, że doświadczenie łaski Bożej powinno zwiększać dziękczynienie to i taki utwór jako załącznik do refleksji o kroczeniu za Jezusem w mocy Ducha Świętego.

(83)