Najnowsze publikacje

Na koniec Roku Miłosierdzia

Dziś rano zamknięciem drzwi świętych w Bazylice św. Piotra zakończył się Rok Miłosierdzia. Papież napisał z okazji zakończenia roku List Apostolski „Misericordia et misera” (podobnie zrobił Jan Paweł II w 2001 r.). Póki co medialne służby Stolicy Apostolskiej są bardzo wolne, bo wciąż nie ma go w sieci. Ale pewnie jutro się tam pojawi.

Niektórzy liczyli, że ten rok będzie miał bardziej wymiar w duchu objawień św. Faustyny. Dobrze jednak wiadomo, że choć wspomniana jest ona w dokumencie, który ogłaszał rok jubileuszowy, to nie te objawienia były inspiracją. Zresztą sam szczegółowy wymiar roku papież nadał wg własnego uznania. (więcej…)

(234)

Z życia werbisty, odc. 2

Jadę sobie pociągiem po dość intensywnym dniu załatwień. Pobudka na długo przed świtem a powrót już praktycznie następnego dnia ;)
w dniu takim jak ten zawsze szczególne znaczenie ma Eucharystia, kiedy pomiędzy bieganiem po ulicach jazdą w te i nazad, czeka kaplica gdzie samotnie sprawuję Najświętszej Ofiarę. Czas się zatrzymuje na chwilę a ja uświadamiam sobie swoją najgłębsze wezwanie jakim jest składanie Ofiary Eucharystycznej za zbawienie świata.

Choć ta dzisiejsza szczególne rozpoczęła dla mnie interesującą przygodę. Bowiem przez miesiąc będę towarzyszył jednej zmarłej duszy, odprawiając za nią nieprzerwanie 30 Mszy Świętych. Są to tzw. Msze gregoriańskie. Tradycja sięgająca VI w. i papieża Grzegorza Wielkiego. To dość wymagające dla księdza, bowiem z reguły przez miesiąc zawsze gdzieś różne intencje mszalne trzeba odprawić, stąd pierwszy raz w moim kapłaństwie się na taką przygodę zdecydowałem:)

A na zdjęciu kaplica w naszym domu werbistowskim pod wezwaniem Ducha Świętego w Warszawie gdzie dziś dane mi było celebrować.
image-0-02-05-3683579205c20b956804464d4ddedde6ffedf7aa042da05006deb777daac3891-v

(156)

Śmierć znakiem miłosierdzia

Kończy się dzień wspomnienia wiernych zmarłych, tych, którzy przeżywają swoje oczyszczenie. Kwestia rozumienia czyścca jest bardzo ciekawa i wbrew pozorom Kościół dopuszcza dość szerokie rozumienie teologiczne tego stanu. Teologia bowiem wschodnia definiuje to oczyszczenie nieco inaczej niż zachodnia. Bez wątpienia jednak jest faktem, że ten kto umiera całkowicie nieprzemieniony i oczyszczony przez łaskę Chrystusa, proces ten dokona się w nim po śmierci. Przez najbliższe dni trwa kościelna „promocja” odpustowa o której już kiedyś pisałem dla Stacji 7 – odsyłam chętnych do tekstu „Listopadowe prezenty„.

Na koniec myśl o samym umieraniu. Myślę, że bardzo rzadko myśli się o tym, że sam fakt naszego umierania jest znakiem Bożego miłosierdzia.

Takie zdanie może brzmieć skandalicznie, szczególnie dla tych, którzy wpatrzeni w rzeczywistość uzdrowienia cielesnego, zapominają o tym, że jest ono znakiem przychodzenia Królestwa Bożego, ale w żadnym stopniu nie anuluje ono ostateczną konieczność śmierci nawet tych, których za życia Bóg szczególnie dotknął i podniósł. Musiał umrzeć ponownie Łazarz, córka Jaira, młodzieniec z Nain.

U Ojców Kościoła właśnie pojawia się myśl o tym, że dopuszczenie przez Boga panowania śmierci jest także znakiem Jego miłosierdzia. Bowiem obecna kondycja świata, nim odnowi go po Sądzie Ostatecznym Bóg Wszechmogący, nie jest dla człowieka miejscem gdzie zrealizował by on swoje powołanie do szczęścia jakiego chce dla nas Pan. Miłosiernie więc dopuszcza On aby w oznaczonym czasie bieg naszego życia dobiegł tu kresu. Ale wchodzimy jako chrześcijanie w śmierć właśnie z taką nadzieją o której śpiewa Jars of Clay i tę piosenkę Wam dedykuję a także duszom, które przeżywają oczyszczenie a które dziś zanurzałem w Ofierze Chrystusa odprawiając Mszę Świętą, aby dla nich jak najszybciej spełniło się to doświadczenie o którym chłopaki zza Wielkiej Wody śpiewają :)

(175)

Spory o Halloween – myśl na kanwie

Jak co roku przez fejsa przetacza się tu i ówdzie pomiędzy luźdzmi debata o Halloween. Od dawna w niej nie uczestniczę, teraz czasem się przyglądam temu zjawisku jako obserwator.

W tych dyskusjach, szczególnie wśród Polaków żyjących na wyspie a łapiących klimat zabawy, kiedy ktoś gasi im ten hurraoptymizm, oni jako asa z rękawa wyciągają argument: „no ale przecież to jest katolicki kraj i to jest ich tradycja”, budzi to nawet czasem w mnie uśmiech (choć nie pogardy) pokazujący duże pokłady ignorancji w temacie.

Brak zdolności do oceniania rzeczywistości oczami Ewangelii wśród katolików nie dotyczy oczywiście tylko takich tematów jak powyższy. Dotyka całej masy zagadnień, które skutkują tym, że utożsamienie się z wiarą katolicką jest często łączone ze sprawami całkowicie z nią sprzecznymi. Przykładem skrajnym była moja rozmowa z jednym człowiekiem, który wyznał przede mną że nie wierzy w Boga. Odpowiedziałem mu, że potrafię to zrozumieć i że nie jest on już katolikiem. Zreagował na to lekko zaskoczny, że wykluczam go z grona wierzących. No właśnie, nie wierzy w Boga, ale wciąż uznaje się za katolika.

Nie jest to nowe zagadnienie, ludzie dalekowzroczni pisali o tym już dawno. Ks. Balchnicki w jednym ze swoich artykułów pisał o „półchrześcijanach”, natomiast Ratzinger jako młody teolog napisał bardzo ciekawy tekst „Neopoganie i Kościół”, który jako aneks polski wydawca załączył do najnowszej książki. Na podsumowanie więc moich przydługich wywodów cytat od Ratzingera:

„Obecnie pogaństwo osiadło w samym Kościele. Właśnie to jest cechą charakterystyczną Kościoła naszych czasów, podobnie jak i neopogaństwa, że mamy do czynienia z pogaństwem w Kościele oraz z Kościołem, w którego sercu krzewi się pogaństwo. Tak więc współczesny człowiek, w normalnym przypadku, powinien raczej zakładać niewiarę swojego bliźniego.”

(152)