„Na misje” – czyli gdzie? Kilka myśli z perspektywy irlandzkiej wyspy

widok z Góry św. Patryka

Dziś serce całego Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego – Światowy Niedziela Misyjna. Powoli ten miesiąc będzie wchodził w fazę końcową i przeminie. Papież ogłaszając ten szczególny czas 2 lata temu pisał: „Mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są. Obecnie nie potrzeba nam «zwyczajnego administrowania». Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji».

Misyjne nawrócenie to nie jest łatwe ani wygodne słowo.

Spoglądając z perspektywy Irlandii przez soczewkę mediów społecznościowych, na to jak w dużym stopniu rozumiane są misje w Kościele w Polsce, nasuwają mi się głównie dwa elementy, które dominują w przedstawianiu misji. Jest to element socjalny i geograficzny. Daleki jestem od bagatelizowania problemu nierówności w dostępie do środków życiowych, chciałbym jednak w mojej refleksji ukazać inną perspektywę. Nie perspektywę konkurencyjną, nie krytyczną wobec obecnej sytuacji, ale dokładającą być może brakujący element układanki misyjnej w Kościele i świadomości wierzących w tym temacie.

Kiedy ponad 17 lat temu składałem w Pieniężnie swoje dokumenty do przyjęcia mnie do Misjonarzy Werbistów, pamiętam, że powiedziałem tzw. „powołaniowcowi” (czyli kapłanowi z ramienia Zgromadzenia odpowiedzialnemu za kontakt z rozeznającymi powołanie misyjne), że dla mnie życie misyjne nie oznacza koniecznie, że muszę siedzieć „pod palmami”. Owe przekonanie wypływało z mojej formacji w ramach Ruchu Światło-Życie i wpływu nauczań ks. Franciszka Blachnickiego o konieczności ewangelizacji i podjęcia Wielkiego Nakazu Misyjnego Chrystusa w obecnym pokoleniu. Jego głoszenie nie opierało się na wymiarze tylko geograficznym ani socjalnym. Sam głosił blisko 40 lat temu do kapłanów Ruchu tak o wymiarze misyjnym: „Problem misji nie jest więc przede wszystkim problemem krajów misyjnych, gdzie wysyła się misjonarzy, tylko to jest problem naszych parafii, które muszą być misyjne, bo jeżeli mają być Kościołem, to musi w nich być dynamika misyjna”.

Dynamika misyjna parafii nie oznacza, że musi być teraz kolorowo i egzotycznie. Nie oznacza też, że musi przyjechać ktoś kto był w egzotycznym kraju aby podzielić się doświadczeniem świata nieznanego, którym szczególnie najmłodsi uczestnicy liturgii czy katechezy będą zafascynowani. To jest jakiś aspekt, który będzie zawsze towarzyszył myśleniu o wyjściu ze swojego świata, bo tożsamość misyjna zakłada otwartość na inność, ale takie pojmowanie misji Kościoła jest bardzo zredukowane i nieco jednak iluzoryczne. Warto też sobie uświadomić to, że przez większość historii Kościoła, takie rozumienie misyjności było jednak obce i jest czymś stosunkowo świeżym a Kościół wcielał się w różne kultury od samego zarania jego dziejów (i nie było w tym żadnej fascynacji innością kulturową).

Eucharystia na grobie św. Endy (kościół VIII wiek)

Już św. Ireneusz z Lyonu (II wiek) pisał: „Skoro Kościół otrzymał tę naukę i tę wiarę, jak to powiedzieliśmy, rozprzestrzeniony po całym świecie troskliwie jej strzeże, jakby zamieszkując w jednym domu; podobnie też wierzy, jakby miał jedną duszę i jedno serce, zgodnie to głosi, naucza tego i przekazuje, jakby miał jedne usta. Albowiem, chociaż na świecie różne są języki, to jednak jedna jest i ta sama moc tradycji. I nie inaczej wierzą, i nie inaczej uczą te kościoły, które zostały założone w Germanii, i te, które istnieją w Irlandii, i te, które istnieją wśród Celtów, i te, które są na Wschodzie, i te, które są w Egipcie, i te, które są w Libii, i te, które zostały założone w środku świata; jak słońce, dzieło Boga, jedno i to samo jest na całym świecie, podobnie i przepowiadanie prawdy wszędzie jaśnieje i oświeca wszystkich ludzi, którzy chcą dojść do poznania prawdy.” („Przeciw herezjom” księga 1, 10, 1-3)

Bo misje przede wszystkim nie są „tam”. Owo „tam”, zawsze jest wtórne. Misja zawsze jest „tu”, to „tu” Duch Święty wzywa aby odnaleźć krąg misyjny, przestrzeń gdzie nie ma Chrystusa, wiary w Niego. Misyjność też oznacza, że poza modlitwą (od której zawsze wszystko powinno się zaczynać), trzeba innym dawać doświadczenie prowadzenia do wiary w Jezusa w swoim własnym środowisku. Z tego może u niektórych narodzić się powołanie by jednak ruszyć dalej, do innego świata kulturowego. Ten inny świat kulturowy może być bliżej niż się wydaje.

Wszystkie regiony świata są (powinny być) w stanie misji. Papież zapowiadając Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny, przypomina tę myśl, która pośród teologów misji istnieje od kilkudziesięciu lat.

Mam ten przywilej być od 8 lat w tym kraju misji, jakim jest dla mnie Irlandia. Misjonarzy takich jak my nie wylosujecie w ramach akcji „Misjonarz na Post” ani nie będziemy uwzględnieni w statystykach kościelnych podających liczbę misjonarzy z Polski. Nie piszę tego z goryczą, stwierdzam fakt. Statystyki czy dostrzeżenie (lub jego brak) nas z perspektywy Kościoła w Polsce, nie wpływa na to co podejmujemy i kim jesteśmy. Czasem świat misyjny definiowany jest w sposób klerykalny. Ilość lokalnej hierarchii definiuje czy naród jest misyjny. Jak długo ilość biskupów z danego narodu jest stabilna, taki kraj nie będzie określany jako misyjny. Oczywiste jest przedawnienie takiej wizji misyjnej. W społeczeństwie coraz bardziej multikulturowym, także egzotyczne myślenie o misjach będzie coraz bardziej archaiczne. My w Irlandii „egzotykę” innych kultur pozaeuropejskich mamy na wyciągnięcie ręki albo żyjemy i pracujemy „ręka w rękę”.

Werbiści podczas swojego zebrania europejskiego w Irlandii, ogłosili całą Europę kontynentem misyjnym już w roku 1990.  To nie było tylko dyplomatyczne posunięcie. Zmieniło to sposób dysponowania misjonarzami w ramach naszego Zgromadzenia. I to właśnie dzięki tej decyzji, mogę być misjonarzem na całe życie będąc w Irlandii. Posłany zaraz po święceniach właśnie jako misjonarz ad gentes w ramach swojego kontynentu pochodzenia. Irlandia leży stosunkowo niedaleko od Polski (podróż do mojej rodzinnej Dębicy zajmie mi połowę czasu lotem z Dublina niż podróż koleją z warmińskiego Pieniężna do Dębicy w czasach seminaryjnych. Czas i odległość obecnie są relatywne.) Nie cierpimy tu biedy (choć ubogich w na wyspie oczywiście nie brakuje, są tacy co stoją codziennie w długich kolejkach po darmowe jedzenie w Dublinie) więc element socjalny wymiaru misyjnego również nie istnieje. Stąd Irlandia może na wypad turystyczny się komuś podobać (w przeszłości także była atrakcyjna zarobkowo dla emigrantów). Ale na misje do Irlandii? Dodajmy, do coraz bardziej totalitarnej ideologicznie Irlandii, gdzie mówimy o realnej pracy apostolskiej z jednostkami a nie z tłumami.

W artykule na najbliższą niedzielę misyjną jeden z biskupów irlandzkich, który sam należy do Stowarzyszenia Misji Afrykańskich, podniósł problem tego, że przybywający tutaj kapłani muszą przechodzić takie same wprowadzenie misyjno-kulturowe jakie on przechodził kiedy przybył do Liberii i Zachodniej Afryki. Nawet jeśli pochodzą z innych krajów europejskich. Bardzo słuszny głos.

„Unieście się odwieczne podwoje aby mógł wkroczyć Król Chwały” – wniesienie Najświętszego Sakramentu do ruin X wiecznej katedry w Clonmacnois

Irlandia to kraj który chyba procentowo w stosunku do ilości mieszkańców wysłał w XX wieku największą liczbę misjonarzy: zarówno kapłanów, jak i osób konsekrowanych. Dziś jest to ląd bardzo potrzebujący misyjnego nawrócenia, ale nawrócenia, które opiera się nie tylko na geograficznych odniesieniach. Zresztą taki model prezentowania misji Kościoła nie pobudza tu obecnie praktycznie żadnych powołań misyjnych rozumianych jako udanie się do „dalekiego kraju”. Wszystkie praktycznie instytuty i zakony misyjne obumierają. Utrzymują swoją liczebność jedynie osobami w wieku emerytalnym albo blisko tego etapu życia. Jeśli chodzi o pomoc humanitarną i socjalną, to tu jeszcze katolicy są bardzo hojni i zbierający na potrzeby socjalne są w stanie przekazać bardzo znaczące sumy. Nadprzyrodzony wymiar misji , jako głoszenie Chrystusa, jednak zanika.

Zapału misyjnego nie da rady utrzymać egzotyką. Zapał misyjny najpierw rodzi się z pragnienia żywej wspólnoty pragnącej dzielić się wiarą i obecnością Jezusa z własnym kręgiem misyjnego oddziaływania we własnym, znanym świecie. Jestem przekonany, że im więcej takiego przeżywania wiary, wraz ze zdefiniowanym kręgiem misyjnym i wspólnotą pragnącą dojść z Ewangelią na swoje lokalne peryferia, tym więcej będzie tych powołań misyjnych które nazywamy ad gentes, do narodów. Tak zresztą działał starożytny Kościół celtycki. Radykalnie żył wiarą, czyniąc wyspę miejscem „świętych i uczonych” a oni ten zapał wiary roznieśli po ówczesnym świecie, pielgrzymując dla Chrystusa.

Chcę zakończyć moją refleksję najbardziej bliskimi mi słowami z tegorocznego orędzia misyjnego papieża Franciszka:

„Jest to nakaz, który dotyczy nas bardzo bezpośrednio: zawsze jestem misją; zawsze jesteś misją; każda ochrzczona i każdy ochrzczony jest misją. Ten kto, miłuje wyrusza w drogę, jest pobudzony, by wyjść ze swoich ograniczeń, jest pociągnięty i pociąga, daje siebie drugiemu i nawiązuje relacje rodzące życie. Nikt nie jest bezużyteczny i nieistotny dla Bożej miłości. Każdy z nas jest misją w świecie, ponieważ jest owocem Bożej miłości.”

Wszystkim, którym w sercu rodzi się pragnienie aby Jezus był znany i kochany, życzę bardzo radosnej Niedzieli Misyjnej i dalszego Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego. Niech moc wiary ucznia-misjonarza promieniuje od naszego osobistego spotkania z Jezusem w słowie Bożym i sakramentach oraz poprzez szukanie kręgu misyjnego w naszych środowiskach, aż po dalekie horyzonty wyznaczone nam przez Ducha Świętego.

(65)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *