Kartki z notatnika

Słowo – miara czasu.

Przełom roku jak zawsze skłania do refleksji. Tę szczegółową, moją prywatną zostawię sobie samemu. Dziś w czasie porannej Mszy Świętej dziękowałem Bogu za ogrom łask tego mijającego roku, Jego miłosierdziu oddawałem wszelkie przeszłe zło oraz poddawałem pod Jego władzę i Opatrzność nowe dni 2016 roku, prosząc o błogosławieństwo.

W takie dni jak ten jestem wdzięczny za to, że od wielu lat dzięki łasce wiary czas już dawno przestał dla mnie mijać, bo czas dla chrześcijanina nie mija, ale się wypełnia. Czas, czyli przestrzeń naszego życia, to istnienie w wypowiadanym przez Boga Słowie, które dawane jest aby nie wracało do Niego bezowocnie. I tego życzę Wam i sobie abyśmy tę przestrzeń istnienia, jaką wyznacza Jego Słowo umieli przyjmować i owocnie przeżywać, tak długo jak będzie istniało dla nas to co czas się zwie.

(381)

#refleksjanazakończeniednia – niedziela 22 listopada

Wiele razy doświadczałem wypełnienia się w rzeczywistości słowa z listu do Rzymian: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”.
Widziałem, że przykładając rękę do rzeczywistości o którą „w świecie” dokonuje się walka, człowiek doświadcza niesamowitego błogosławieństwa Bożego. Tak było przez 10 lat kiedy dość mocno byłem zaangażowany w ewangelizację młodzieżową w Polsce. Myślałem, że i w Irlandii Duch Święty poprowadzi mnie głównie w stronę młodzieży, ale nie – On prowadzi mnie w stronę ewangelizacji (i katechizacji) dorosłych oraz rodzin. I w obu tych rzeczywistościach, a szczególnie w apostolstwie rodzin doświadczam niesamowitego Bożego błogosławieństwa :)
„Uwielbiajcie Pana, bo na wieki trwa Jego łaska!”

(362)

Nazaret

Wartonaz1 pozostawić sobie ślad po przeżyciu tak ważnego czasu jak doroczne rekolekcje. To kolejna „kartka” w notatniku, który prowadzę od ponad 11 na łamach tych stron.

Kiedy planowałem początkiem roku swoje rekolekcje, to jakoś szybko intuicyjnie pomyślałem o Pieniężnie, miejscu gdzie spędziłem pięknych 6 lat swojego życia na przestrzeni 2003-2011.

W tym roku mija 5 lat od złożenia przeze mnie ślubów wieczystych i ten dodatkowy motyw, tylko mnie utwierdził w wyborze. Kolejny fakt to, że głoszącym był werbista. Już sporo lat minęło od kiedy w werbistowskiej rodzinie werbistę na rekolekcjach słuchałem. Warto owych głosicieli przeplatać, gdyż werbista będący „jednej krwi” głosi inaczej niż kapłan innej duchowości. Dobrze więc czerpać z dwóch źródeł.

Na samym początku po przylocie odkryłem, że Pan w swoim słowie ten wybór potwierdza. Oto bowiem na polskiej ziemi przywitało mnie w liturgii słowo o Jezusie, który powrócił do Nazaretu gdzie się wychował. Motyw Nazaretu wiele razy wracał do mnie w czasie kleryckich lat, kiedy dusza rwała się do apostolskiej działalności a tu korytarze czekały do szorowania :)

Po paru latach znów mogłem pobyć i pokontemplować w miejscach, które wypełnione są tyloma przeżyciami.naz2

Co więcej, całe rekolekcje oparte były o księgę Jonasza. A to właśnie z tą księgą i jej lekturą w liturgii w październiku 2001 roku związana była moja walka o wybór życia zakonnego, na które nie chciałem się zgodzić tak jak Jonasz na Niniwę. Pisałem o tym w tekście Jak grom z jasnego nieba.

Po tych kilkunastu latach mogłem odkryć głębię tej księgi a zarazem i głębię Bożego wezwania. Najważniejsze jednak to na nowo zejście w głębię doświadczenia konsekracji, tego niewysłowionego „my”, które tworzy dusza człowieka łącząc się z Bogiem przez śluby. To szczególne „Święte Świętych” do którego wejście łatwo zastawić rupieciami codzienności.

Czas wracać do codzienności, do szybkiego tempa, wielu zadań i problemów. Dobrze, że z odnowionym sercem i ożywioną świadomością charyzmatu Zgromadzenia Słowa Bożego.

nax3

 

 

(762)

Tak idę za głosem Twym

Noc z 13/14 sierpnia przypomina mi pamiętną noc 2002 roku, gdy spakowałem cały swój „dobytek”: ubrania, książki, rzeczy osobiste i ruszyłem w nieznane, rozpoczynając drogę zakonną. Nie wiedziałem ilu ludzi będzie ze mną rozpoczynac życie w zakonie, nie wiedziałem za wiele kim są werbiści ;), nie byłem nawet nigdy w Nysie, do której jechałem. Same niewiadome :) Byłem jednak mocno przekonany, że Jezus mnie właśnie tam wzywa.

 

Zamykałem radykalnie za sobą jeden 20stoletni rozdział życia (nie wiedziałem nawet kiedy znów będę w domu rodzinnym – było prawdopodobne, że dopiero po 1,5 roku pierwszy raz na krótko) , Przedzierałem się przez noc autem, wraz z moimi towarzyszami drogi (z których jeden też owego roku zaczynał przygodę powołania w innym zakonie, ale już jest u Pana, umarł jako zakonnik choć nie dane było mu dojść do kapłaństwa. Jego grób staram się odwiedzać zawsze z okazji urlopu).

„Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy.” Ps 121,8 – wierny jest Pan swojej obietnicy i strzeże, i za to Ci Panie dzięki! :)

 

(536)

11 lat istnienia strony :)

Tak witał przez parę lat nagłówek mojej strony w pierwotnej wersji :)

Tak witał przez parę lat nagłówek mojej strony w pierwotnej wersji :)

Jubileusz, za jubileuszem :) Wczoraj młody jubileusz na TT a dziś już dużo poważniejsza rocznica mojego miejsca w sieci :)
Formalnie datuję powstanie mojej strony na 27 czerwca 2004 roku.
(kiedyś pisałem o tym http://barteksvd.net/zycie-ludzi-to-wspominanie-trwanie-i-…/ )
Sporą drogę to miejsce przeszło od samodzielnej konstrukcji, co wtedy nie było aż tak powszechne :) do własnej domeny i różnych silników CMS. Dziś webpejżdże są raczej towarzyszącą formą, która bez aktywności w sieci społecznościowej w przypadku osób indywidualnych oznaczałaby marginalizację przekazu, ale wciąż ważną – bo dającą pełną swobodę bez możliwości, że ktoś będzie nas cenzurował.
Dziś w czasie porannej Mszy Świętej pamiętałem w modlitwie o tych kilkudziesięciu tysięcy internautów, którzy przez te lata przez mój serwis się przewinęli.

A garść wspomnień można odnaleźć dzięki time machine:
wersja strony sprzed własnej domeny:
https://web.archive.org/…/200…/http://barteksvd.republika.pl
oraz od 2007 roku kiedy pojawiła się domena:
https://web.archive.org/web/*/http://barteksvd.net

Zastanawiałem się czy nie przemianować nazwę Strony Mocno Poświęcone na jakąś bardziej dostojnie brzmiącą, ale stwierdziłem że nich zostanie, jako pamiątka wczesnego młodzieńczego ewangelizacyjnego zapału sieci :)
A z treści zapisanych na stronie, to już spokojnie można by wydać publikację – kto wie może jakiegoś ebooka sklecę kiedyś

(751)

Nieustanne zwiastowania

‪#‎refleksjanakoniecdnia‬ ‪#‎kapłaństwo‬ ‪#‎zwiastowanie‬

Na koniec dnia Zwiastowania, który nieustannie przypomina nam prawdę o Bogu wchodzącym naszą ludzką historię, podzielę się jednym z wymiarów kapłaństwa, który jest dla mnie bardzo fascynujący.
Jest nim współuczestnictwo w doświadczeniu przychodzącego Boga w życie poszczególnych osób. Raz po raz mnie to zaskakuje i zachwyca, kiedy widzę jak Bóg zaprasza kogoś do relacji ze sobą i owe zaproszenie, czasem pośród różnych ciemności i przeciwności, jest przyjmowane, przemieniając osobę która wychodzi Bogu na spotkanie. Owe zwiastowania w życiu poszczególnych Bożych dzieci, to jest nieustanne życie pulsujące, źródło, którego nie da się zatrzymać.
Patrząc i doświadczając tych momentów wraz z innymi, którzy dzielą się ze mną tymi przeżyciami w przestrzeni mojego posługiwania kapłańskiego, chyba nie można inaczej odpowiedzieć jak modlitwą uwielbienia. I dlatego taka pieśń jako kropka nad i tej refleksji.

(618)

Rozniecanie ognia

Uroczystość św. Patryka w Irlandii wybrzmiewa dla mnie duchowo bardzo podobnie jak 3 Maja w Polsce (uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski). Oba te dni sięgają do duszy narodu i jego tożsamości oraz misji. Wyjątkowo, pierwszy raz od paru lat miałem dziś więcej czasu. Nie było żadnej pracy przy transmisji dla mediów i nie miałem żadnych zobowiązań. Pierwszy raz mogłem sobie popatrzeć w TV na paradę, tzn. w większości kątem oka  bo wpatrywać się specjalnie i tak by mi się nie chciało.

paddy

Fragment ujęcia z zapisu transmisji TV parady w Dublinie.

Paradę otworzył Patryk, luzak na freestyle’u, który miał tyle wspólnego ze św.Patrykiem, co św. Mikołaj z brzuchatym krasnalem w czerwonym fraczku. Choć ten z parady był bardziej podobny w sposobie ubrania. Na marginesie dodam, że coraz większa popularność tego dnia poza Irlandią (odejmując miejsca gdzie są Irlandzcy emigranci) to w mojej opinii zwyczajny układ mainstreamowej rozrywki, która znalazła kolejny dobry powód na rozbawianie tłumu i zarobienie przy okazji na nim w zielonych barwach przy smaku irlandzkiego piwa. W sam raz zapełnia lukę po walentynkach a przed wiosennymi harcami.

Końcowe błogosławieństwo biskupa.

Końcowe błogosławieństwo biskupa.

Cieszę się, że mogłem sobie drugą część tego dnia spędzić w miejscu, jednym z wielu, gdzie bije jeszcze żywa dusza wiary na wyspie. Chodzi tu jednak bardziej o ludzi żywe Ciało Chrystusa niż o lokalizację. Choć i ta była ważna. Mowa o wzgórzu Slane, gdzie wg podania św. Patryk rozpalił ogień paschalny w Wigilię Wielkanocy obwieszczając przybycia światła Chrystusa. Pierwszy raz zorganizowano takie wydarzenie. Co więcej, organizatorami byli obcokrajowcy: zakonnicy i zakonnice, które przybyły z misją do Irlandii – podobnie jak Patryk. Tłum jaki się zgromadził, też był międzynarodowy, choć przeważali oczywiście rodowici mieszkańcy wyspy. Pomimo zimna zebrała się całkiem spora grupa. Piękna, skromna liturgia i inspirująca homilia biskupa miejsca. Po Mszy Świętej około półgodzinna adoracja i pieśni uwielbienia zakończona uroczystym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Przed wejściem do ruin starego klasztoru augustianów, ustawiono żywy ogień mający przypomnieć ten sprzed niespełna 1600 lat.

Figura św. Patryka upamiętniająca wydarzenie rozpalenie ognia paschalnego. Dziś znów był tu żywy ogień.

Figura św. Patryka upamiętniająca wydarzenie rozpalenie ognia paschalnego. Dziś znów był tu żywy ogień.

Wracałem nocą autem ze Slane słuchając nagrania „Wyznań” św. Patryka, są inspirujące do refleksji nad fenomenem narodu irlandzkiego. Czasem się uśmiecham przy jego historii, bo i ja do Irlandii wracałem dwa razy. Po moim pierwotnym dwuletnim okresie doświadczenia misyjnego wydawało się, że nigdy tu nie wrócę. Z takim przekonaniem wylatywałem w 2009 roku. Pan Bóg chciał inaczej i na stałe przeznaczył mnie do posługiwania misyjnego na starożytnej wyspie świętych i uczonych. Postawił w czasie kiedy toczy się fundamentalna walka o duszę tego narodu. Walka, którą zapowiedział Irlandczykom św. Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki 36 lat temu. Wieczory takie jak te, to wygrane bitwy w tej walce. Podobnie jak Izrael u murów Jerycha, to zwycięstwo nie zostanie dokonane strategiami kościelnymi a oddaniu się mocy Bożej. Tą Bożą Obecnością napełnialiśmy się tego zimnego marcowego wieczoru. Na pewno nie na darmo.

adoracja

(890)

Jak grom z jasnego nieba – świadectwo

Powoli dobiega końca dzień życia konsekrowanego. Pierwszy raz od wstąpienia na tę drogę przeżyłem celebrację Mszy Świętej w ten dzień w mojej rodzinnej parafii skoro świt (a tak na prawdę to godzinę przed świtem :) ) gdyż resztę dnia byłem w drodze powrotnej do stolicy.

Czemu jednak to miało jakieś znaczenie, iż celebracja miała miejsce w mojej rodzinnej parafii?
Dlatego, że moje powołanie do Zgromadzenia Słowa Bożego (misjonarze werbiści) narodziło się właśnie w czasie Mszy Świętej w mojej rodzinnej parafii kilkanaście lat temu.
To jest głębsza i dłuższa historia (której nie sposób tu przywołać), o której zaświadczyłem w dzień moich prymicji w rodzinnej parafii.

 

Nigdy sobie sam bym nie wybierał tego zakonu, miałem inne na oku :) ale Pan Bóg przyszedł „jak grom z jasnego nieba” – potem było tylko upewnienie się, że nie są to emocje a rzeczywista Boża interwencja. Czas i fakty pokazały że tak było.

Dlatego dziś kontemplując przestrzeń mojego rodzinnego kościoła z zupełnie innej perspektywy w tym kontekście odbierałem słowo czytane dziś z księgi proroka Micheasza „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie” – przypomniało mi bowiem ów czas.sluby

Nie często piszę o powołaniu zakonnym jako takim, bo myślę, że łatwo tu wpaść w formę pewnego duchowego narcyzmu. Niech życie mówi samo za siebie. Często chyba też mało do niego dorastamy – ale Pan Bóg daje to zrozumieć chyba po to aby uświadomić, że z Niego ma być owa moc a nie z nas. Pomimo naszej grzeszności, ucieczek, kompromisów – On wciąż z nas nie rezygnuje – wyznaczając szczególne miejsce w planie zbawienia.

(916)